powrót
19.07.2014

Stary smok i tygrys nowoczesności

Kunming_chi_czycy_wicz_cy_tai_chi_
Kunming. Ćwiczący Chińczycy.

     Po pierwszych dniach w Chinach mieliśmy wrażenie, że już wszystko zalano asfaltem i betonem. Gdy chodziliśmy po Jinghong i Kunming otaczały nas tylko budynki i neony. Postanowiliśmy jednak poszukać też starych Chin.

     Według powszechnej opinii Chińczycy w pędzie ku rozwojowi nie zważają na nic i niszczą swoją kulturę zachowaną w starych, drewnianych budynkach, klimacie wąskich uliczek i cieniu wysokich pagód. Czy są jednak miejsca gdzie coś się zachowało? Sobotni, poranny spacer po Kunming daje możliwość odkrycia tego miasta na nowo. Niedaleko centrum są uliczki ze straganami gdzie sprzedaje się tradycyjne pierożki i inne lokalne przysmaki. Budynki mają duże drewniane, rzeźbione okiennice, obok których wiszą kolorowe lampiony.

     Takie dzielnice są od razu mniej zadbane, nieco obdarte, zakurzone ale mają swój klimat. Nawet ludzie wyglądają inaczej. Nie są tak krzykliwie ubrani po „zachodniemu”, więcej tu rowerów niż skuterków i motocykli. Atmosfera jest spokojna wręcz senna. Mniej jest sklepów można za to spotkać sprzedawcę żółwi lub ulicznego masażystę, który stoi przy jednym jedynym krzesełku przeznaczonym dla klienta.

     Wcześnie rano na każdym kroku widać Chińczyków ćwiczących. Często praktykują Tai Chi, ale nie koniecznie. Może to być zwykła gimnastyka, tańce przy akompaniamencie dziwnej, ludowej gitary lub pląsy z wachlarzami. Niektórzy ćwiczą sami, częściej jednak są to zajęcia grupowe. Na głównym placu w Kunming w sobotni poranek spora grupa ćwiczyła z mieczami naśladując swojego mistrza. Wyglądało to całkiem poważnie, a i miecze bynajmniej nie były drewniane.

     Najwyraźniej dbanie o formę jest dla Chińczyków naturalne. Nie potrzebują do tego sali gimnastycznej ani instruktora. Idą do parku lub na plac i trenują. Wydaje mi się to spuścizną minionych czasów. Głównie dlatego, że prawie wcale nie ma wśród ćwiczących młodzieży. Przeważają osoby w podeszłym wieku, prezentujące zadziwiająco dobrą kondycję. To co mi się w tym najbardziej podoba to fakt, że nie jest to na pokaz. Nie ma żadnego kapelusza na datki, to nie jest przedstawienie tylko autentyczne życie.

     Kunming to miasto nowoczesne z wielopoziomowymi skrzyżowaniami, drapaczami chmur i wszelkimi zdobyczami cywilizacji, przekonaliśmy się jednak, że nadal można tam znaleźć również miejsca bardziej tradycyjne i przyprószone patyną. Oby zachowały się jak najdłużej. Choć piszę to raczej bez wielkiej nadziei, bo patrząc na tempo rozwoju miasta myślę, że te malutkie skanseny starych Chin szybko zostaną połknięte przez żarłocznego tygrysa nowoczesności. Akurat gdy tam byliśmy odbywał się mały protest. Mieszkańcy chcieli uratować budynek, w którym znajdowała się historyczna, bo pierwsza w mieście, winda. Postanowiono go jednak rozebrać by zbudować na tym miejscu nowy, większy drapacz chmur.

     A jeśli chodzi o nas, to te kilka miejsc w Kunming nie zaspokoiło naszego apetytu na zobaczenie starych Chin. Szczególnie, że póki co tradycję widać było bardziej w zachowaniu ludzi, niż czuć w klimacie miejsc czy architekturze miasta. Szukaliśmy więc dalej mając nadzieję, że w Dali i Lijiang więcej będzie niskich domków o podwiniętych dachach niż strzelających w niebo betonowych bloków.